poniedziałek, 24 sierpnia 2015

1. Syriszu...

Noc była wyjątkowo zimna i deszczowa. Ulice były martwe. Jedynie palące się latarnie dawały odrobinę światłości. W Dolinie Godryka czyjaś zakapturzona postać szła nie zwracając uwagi na okropną pogodę. Ciągnęła ze sobą potężny kufer podróżny. Mijała kolejne domy, kiedy nareszcie zatrzymała się przed drzwiami tego, którego szukała. Nad klamką prezentowała się elegancka tabliczka z wygrawerowanymi, zgrabnymi literami, które układały się w słowo "Potterowie". Tajemniczy gość nieśmiało zapukał. Po długim czasie drzwi otworzyła kobieta. Mimo, że zapewne nie była już młoda, można powiedzieć, że była bardzo piękna. Burza długich ciemno-blond włosów spływała kaskadą na chude ramiona. Jej przenikliwe, pełne matczynej troski oczy wyrażały niepokój i zmartwienie. Pani Potter po chwili milczenia zdołała wydobyć z siebie głos, który był tak bardzo kojący dla uszu przemokniętego młodzieńca.
- Syriuszu?
Lecz ciemnowłosy chłopiec nie miał odwagi nic powiedzieć. Z jego czarnych oczu popłynęły łzy. Kobieta wzięła Blacka w ramiona i pozwoliła, aby płakał i zanurzył twarz w jej włosach.

                                                                  ~~~~~~~~~~~~~


-Jj-jaaa nie wiedziałem dokąd pójść, nie miałem pojęcia..- Syriusz wyraźnie czuł się skrępowany.
-Kochanie, dobrze wiesz, że nasz dom stoi dla Ciebie otworem o każdej godzinie dnia i nocy- Dorea Potter obdarzyła chłopca swoim ciepłym uśmiechem, na widok którego nawet najnieszczęśliwszy człowiek świata przestał na moment myśleć o swoich problemach.
-Bardzo dobrze zrobiłeś Syriuszu, że udałeś się do nas. Od dziś to również Twoje schronienie. Jesteś dla nas jak drugi syn! Mam nadzieję, że będzie Ci się dobrze u nas mieszkało- Charlus Potter pokrzepił młodego Blacka. Był to niezwykle wesoły, skromny i dobroduszny mężczyzna.
Syriusz był taki szczęśliwy. Zdawał sobie sprawę z tego, że Potterowie to tak naprawdę obcy ludzie, jednak kochał ich bardziej niż kogokolwiek na świecie. To oni zawsze byli dla niego dobrzy, ciepli. Tylko Pani Potter okazywała mu matczyną miłość, choć powinna robić to Walburga Black.
To Charlus Potter zawsze był chętny do przeprowadzenia męskiej rozmowy. Orion Black nie interesował się synem, wyrzutkiem "wspaniałego rodu Blacków".
W przytulnej kuchni siedział ktoś jeszcze. James Potter. Nie odezwał się ani słowem. Syriusz był jego najlepszym przyjacielem, kompanem, bratem, którego nigdy nie miał. Ciemnowłosy chłopiec w okrągłych okularach cieszył się. Czuł się tak radosny, że to uczucie mogłoby go podnieść aż pod sufit. Jednak nie okazywał tego. Wiedział, że dla Łapy to pewnie najgorszy dzień w życiu. Nie mógł śmiać się wtedy, kiedy jego przyjaciel  płakał.

                                                                ~~~~~~~~~~~~~~
Rozmawiali długo. Pani Potter siedziała obok Syriusza i trzymała go w swoich szczupłych ramionach tak jakby to miało go obronić przed całym złem tego świata. Charlus próbując rozładować przygnębiającą atmosferę opowiadał o swojej pracy w Szpitalu Św. Munga (Charlus i Dorea obydwoje pracowali jako uzdrowiciele). James uśmiechał się tylko. Jednak ten uśmiech zastąpił wszystkie słowa. Łapa czuł, że nie jest samotny. Czuł, że ma rodzinę. Nie taką, która nienawidzi go za to kim jest, lecz taką która go kocha bezgranicznie. Syriusz wiedział, że za to wszystko byłby w stanie oddać życie.
W końcu Dorea zarządziła pójście do łóżek. Przygotowała posłanie dla nowego mieszkańca w pokoju gościnnym, mimo sprzeciwów James'a, który uparcie twierdził, że u niego jest dość miejsca na dodatkowe łóżko. Wszyscy zasnęli niemal natychmiast. Wszyscy oprócz Łapy. Długo rozmyślał nad tym co stało się dzisiejszego dnia, a właściwie nocy. Kolejna kłótnia z matką, drwiny Regulusa i to  spojrzenie pełne pogardy ze strony ojca. ZDRAJCA KRWI, SZUMOWINA, KOMPLETNE ZERO, CZARNA OWCA. Te słowa huczały mu w głowie nieustannie. Jednak potem przed oczami pojawiło mu się anielskie oblicze Pani Potter, dobroduszna twarz Charlusa Pottera i ciepły uśmiech James'a. Z tymi dobrymi myślami w końcu udało mu się zamknąć oczy i odpłynąć w błogą krainę snów.

                                                                           ~~~~~~~

No i jest! Pierwszy rozdział za mną :) . Nie mam pojęcia czy wyszedł, dlatego mam do Was przeogromną prośbę; zostawiajcie po sobie jakiś ślad i komentujcie! Krytyka dozwolona jak najbardziej! Nie toleruję jedynie obraźliwych i wulgarnych wypowiedzi. Podzielcie się swoimi odczuciami na temat rozdziału. Do zobaczenia! :)



Królowa Kier

Zanim zaczniesz czytać...

Ta historia toczy się w sercach czwórki (a może trójki?) najlepszych przyjaciół. To jest ich ostatni rok w ukochanej szkole. Już niedługo trzeba będzie opuścić magiczne mury swojego drugiego domu, dla niektórych jedynego. Tymczasem na świecie dzieją się potworne rzeczy. Masowe mordy mugoli, tajemnicze zniknięcia czarodziei, czarownic. Strach rodzi się ze zniewalającą szybkością. Albus Dumbledore nawołuje do walki o wolność. Huncwoci wiedzą, że czas dorosnąć i wziąć udział w tym wszystkim. Jednak czy, aby na pewno są ze sobą szczerzy i oddani wobec siebie nawzajem jak dotychczas? Już nic nie będzie takie same.... Nic,,,,
                              James Potter "Rogacz"



                                  Syriusz Black "Łapa"




Remus Lupin "Lunatyk"




Peter Pettigrew "Glizdogon"



Lily Evans 









Wprowadzenie

Moi Kochani!
Przygodę z pisaniem zaczęłam dość dawno, lecz nigdy nie odważyłam się opublikować swoich wypocin (no, bo przecież wypracowania na zajęcia języka polskiego się nie liczą, prawda?).
Opowiadanie, które tutaj umieszczę będzie historią młodych, dorastających ludzi, którzy zmuszeni są przejść ciężką próbę - wojnę. A bohaterowie są Wam doskonale znani. Luniak, Glizdogon, Łapa i Rogacz. Huncwoci. Jestem w pełni świadoma, że potterowskich fanfiction jest maasa, ale nie chodzi mi o to, aby zdobyć jak największą "oglądalność" :) . Liczę na to, że choć niewielka garstka osób polubi moje bazgroły i będzie je chętnie czytała.

Królowa Kier